Tag: finanse

  • Prz 21, 5

    Prz 21, 5

    Zamiary pracowitego [prowadzą] do zysku, a wszystkich śpieszących się – do straty.

    Każda wartościowa rzecz wymaga pracy. Pracy i planowania. Nie ma drogi na skróty. Czasami coś może się udać „na szybko”. Jednak w dłuższym terminie każda rzecz, każdy „oczekiwany” rezultat to efekt zaplanowanej, długiej pracy.

    Żeby wykonać taką pracę, wymagana jest mądrość, wiedza. Dlatego przytoczę tutaj też ten fragment z Biblii:

    Podstawą jest mądrość: zdobądź ją, za wszystko, co masz, nabądź rozsądku.

    Prz 4, 7

    Pierwszym krokiem w praktykowaniu mądrości to być przekonanym, że jej nabycie jest rzeczywiście niezbędne i wymaga ofiar.

    Skąd brać mądrość, jeśli jeszcze jej nie mamy? Skąd oczekiwać wsparcia? No jak to skąd? Wiadomo – od Boga. O tym pisze autor listu świętego Jakuba:

    Jeśli zaś komuś z was brakuje mądrości, niech prosi o nią Boga, który daje wszystkim chętnie i nie wymawiając, a na pewno ją otrzyma.

    Jk 1, 5

    W tłumaczeniu „chętnie” czasami zastępowane jest frazą „po prostu” i „bezwarunkowo”.

    Bóg rozwiąże Twój problem, jeśli zwrócisz się do Niego i poprosisz o rozwiązanie. On da Ci mądrość, żebyś mógł rozwiązać swój problem.

    Planowanie w pracy to podstawa. Po prostu podstawa. Praktycznie wszystko zależy od tego, czy dobrze się przygotujemy, potrzebujemy:

    • planowania
    • mądrości
    • cierpliwości

    Nie od razu wszystko wychodzi, ale w pośpiechu możemy być pewni, że nie wyjdzie nic. Dlatego potrzebujemy Jego pomocy. Jego pomocy w budowaniu cierpliwości i mądrości.

    Cierpliwy jest lepszy niż siłacz, opanowany – niż zdobywca grodu.

    Prz 16,32

    Panie, naucz mnie cierpliwości. Daj mi siłę, żebym nauczył się działać cierpliwie. Żebym umiał powierzyć Ci swoje troski, żebym zrozumiał, że rozwiązanie problemów przyjdzie w odpowiednim momencie. Żebym nauczył się cierpliwie na to rozwiązane czekać i cierpliwie wykonywać to, co powinienem był wykonywać.

  • Prz 21,20

    Prz 21,20

    Cenny skarb i oliwa w mieszkaniu prawego, lecz niemądry człowiek je marnotrawi.

    Dzisiaj będzie o oszczędzaniu i folgowaniu sobie i innym.

    Są okresy w życiu, kiedy sprzyja nam fortuna. Kiedy Bóg widzi, że potrzebujemy pomocy finansowej. Jakikolwiek jest powód tego, że w życiu finansowo mamy zabezpieczenie – trzeba zarządzać tym mądrze i z rozwagą. Fragment tego przysłowia wyraźnie mówi – że trzeba gromadzić oliwę i skarb, jeśli jest się mądrym. Nie ma co tego marnotrawić. Powód jest taki – dobrobyt często przemija, jest chwilowy i trzeba się zabezpieczyć na czas, kiedy przestanie być pięknie i „szczęśliwie”, kiedy życie przestanie nas rozpieszczać.

    Bardzo wymowny jest moim zdaniem również inny przykład z Księgi Przysłów, który mówi o tym samym, by zbierać w żniwa, by potem zimą nie mieć problemów:

    Do mrówki się udaj, leniwcze,

    patrz na jej drogi, bądź mądry,

    Nie znajdziesz u niej zwierzchnika

    ni stróża żadnego, ni pana –

    a w lecie gromadzi swą żywność

    i zbiera swój pokarm we żniwa.

    Prz 6, 6-8

    Nie jest sztuką zarobić pieniądze i je przepuścić. Problem pojawia się, gdy zimą zaczyna nam brakować pieniędzy. Trzeba o tym myśleć, żeby nie skończyć gdzieś, gdzie nie chcemy skończyć.

    Lato u człowieka to okres, kiedy jest produktywny i może pracować w pełni sił. Dla jednych to okres od 20 – 50 lat, dla innych dłużej, dla jeszcze innych krócej. Chodzi o to, żeby w tym czasie zebrać dla siebie jakieś zabezpieczenie, żeby zimą nie cierpieć mrozu, głodu i innych problemów, które pojawią się, gdy skończy się umowa o pracę, gdy skończy się czas żniw i trzeba będzie żyć z tego, co się zebrało.

    Tak to wygląda w naturze, nie ma na to rady, tak to wygląda.

    Bóg ostrzega nas przed nadmierną pożądliwością pieniędzy i tutaj nie chodzi o nadmierną pożądliwość pieniędzy. Tu chodzi o mądre przewidzenie tego, co może się zdażyć i zabezpieczenie się na taki wypadek. Czasami jest to w konflikcie z „potrzebami na teraz”. Ale tak naprawdę, tak szczerze, czy my potrzebujemy wiele?

    Bóg kocha hojność. Ale nie każe być też bankomatem dla cudzych zachcianek, święty Paweł pisze:

    Każdy niech przeto postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg.

    2 Kor 9, 7

    Jeśli czujesz, że ktoś manipuluje Tobą, wzbudza poczucie winy, naciska, obraża się, szantażuje emocjonalnie, żeby dostać coś od Ciebie – to NIE JEST ZDROWE CHRZEŚCIJAŃSKIE dawanie. To manipulacja twoją dobrocią, wykorzystywanie tego, że chcesz być dobry. Możesz wtedy dać, ale Ty nie jesteś wtedy nie-w-porządku, kiedy czująsz się źle oddając pieniądze komuś, wiedząc, że np. te pieniądze powinny iść na inny cel, ale nie-w-porządku jest ten, który wykorzystuje Cię emocjonalnie.

    Pomaganie rodzinie nie oznacza bycia wykorzystywanym, o czym czytamy o trosce o bliskich:

    Jeśli zoś ktoś nie dba o swoich, a zwłaszcza o domowników, ten wyparł się wiary i gorszy jest od niewierzącego.

    1 Tm 5, 8

    Tu mowa jest o realnej trosce i potrzebach, nie o sponsorowaniu zachcianek, luksusów czy cudzej nieodpowiedzialności. Dbanie o swoich to troska o ich ogrzanie w zimę, o zapewnienie chleba na stole, o zapewnienie tego, żeby opłacony był prąd, woda, żeby każdy mógł korzystać z tych dóbr w ramach potrzeb. To nie zakup nowego komputera do grania, bo sąsiada syn dostał maszynę do grania w gry komputerowe. Takie rzeczy są drugorzędne, niepotrzebne do życia. Rolą rodziców jest odróżnienie i często nawet zdyscyplinowanie samych siebie przed chęcią kupna pierdółek dzieciom, a stawianie spraw ważniejszych na pierwszym miejscu. Owszem, czasami, kiedy czujemy w sercu, że chcemy sprawić radość dzieciakowi, kupując mu coś, ale nie z przymusu, ale po prostu z serca, wiemy, że nie nadszarpnie to naszego zabezpieczenia – jak najbardziej można to zrobić. Ale trzeba najzwyczajniej spytać się Jego, czy to, co czujemy w sercu to pycha, próżność, hojność, czy głupota.

    Trzeba nauczyć się wewnętrznie rozpoznawać te stany emocjonalne. To bardzo trudne wbrew pozorom, bo za maską hojności może kryć się próżność i zarozumialstwo.

    Jezus uczy miłości, ale miłość nie jest naiwnością. Sam Jezus nie spełniał każdej ludzkiej prośby tylko dlatego, że ktoś czegoś chciał. Czasami odchodził. Czasami milczał. Czasem odpowiadał twardo.

    Biblijna miłość to: „chcę twojego dobra, ale nie będę wspierał twojej nieodpowiedzialności ani pozwalał się wykorzystywać”.

    Pismo Święte nie popiera pasożytnictwa. Pomoc ma ratować, podnosić, wspierać w potrzebie, nie utrwalać roszczeniowość, jak to przepięknie opisuje św. Paweł w drugim liście do Tesaloniczan :

    Kto nie chce pracować, niech też nie je! (…) niektórzy wśród was postępują wbrew porządkowi: wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi. Tym przeto nakazujemy i napominamy ich w Panu Jezusie Chrystusie, aby pracując ze spokojem, własny chleb jedli.

    2 Tes 3,10

    W przypisach do tego fragmentu w Biblii Jerozolimskiej czytamy:

    Podana tu reguła, odnosząca się tylko do uchylania się od pracy, pochodzi – być może – z wypowiedzi samego Jezusa, albo po prostu z ludowego przysłowia. Jest to „złota reguła pracy chrześcijańskiej.

    Biblia Jerozolimska, przypis do 2 Tes 3, 10

    Masz prawo ocenić według siebie, czy prośba jest zachcianką, nieodpowiedzialnością, wymuszeniem, i masz prawo powiedzieć: „Nie mogę tego sfinansować. Mam inne zobowiązania i odkładam pieniądze na bezpieczeństwo.”

    Oszczędzanie na trudny czas jest mądrością. Dawanie z serca jest miłością.

    Uleganie wymuszeniom nie jest ani mądrością, ani miłością.

  • Mt 5,24

    Mt 5,24

    Temu, kto cię prosi daj, a od tego, kto chce od ciebie pożyczyć, nie odwracaj się.

    Mt 5,24 (UBG)

    Czy my naprawdę potrzebujemy tak dużo? Nowy samochód? Piękna, wielka willa z czterema sypialniami, pięcioma łazienkami, garażem na cztery miejsca? Czy to naprawdę jest tak potrzebne?

    Oczywiście, że nie.

    Czy po prostu chcemy to wszystko mieć, żeby pokazać, że „coś” w życiu osiągnęliśmy – mierząc się z innymi według standardów świata?

    Zapewne o to chodzi. „Ten, który nazbiera najwięcej zabawek, wygrywa.” – słyszałem to w jakimś filmie (z Seanem Penem).

    Do życia potrzebny jest mały kąt, łazienka, żeby się odświeżyć i praca, żeby się utrzymać. Nie potrzeba zbyt wiele. Nie potrzeba. A dla niektórych nawet to jest luksusem.

    Jakieś 10 lat temu, kiedy trafiłem do korpo, kiedy zacząłem zarabiać ponad 12 tysięcy złotych, czułem się, jakbym bym wielkim bossem. I pewnego razu siedziałem sobie tak z dziećmi w McDonaldsie i podszedł do nas obdarty, brudny, śmierdzący bezdomny. Bałem się. Bałem się, żeby nie dotknął przypadkiem moich dzieci, nie zaraził czymś paskudnym. Gronkowcem, czy czymś podobnym. Pamiętam jak się wtedy zachowałem. Wstyd mi za to. Warknąłem do człowieka, żeby spieprzał. Bezdomny odwrócił się i próbował szczęścia przy innym stoliku. A ja odetchnąłem, bo to już nie był mój problem.

    Wstyd mi za to. Chciałbym go przeprosić. Ale nawet nie pamiętam jak wyglądał. Czy jeszcze żyje? Nie wiem.

    Pamiętam to.

    Jest kilka takich kwiatków w moim życiu.

    Kiedyś na dworcu kolejowym, jakaś dziewczyna prosiła mnie o parę groszy na bilet do Wrocławia. Dostała 20 złotych. Bo tyle miałem w kieszeni. Dwa dni później ta sama dziewczyna znowu prosiła mnie o parę groszy na bilet do Wrocławia. Bo po raz kolejny „ktoś jej ukradł plecak”. Nie pamiętała, że dwa dni wcześniej dałem jej 20 złotych. Tylu frajerów zrobiła na bilet do Wrocławia, że nie pamiętała twarzy każdego z nich. Widziałem ją jeszcze parę razy na dworcu, jak prosiła innych podróżnych o kilka złotych, żeby dorzucili się do kolejnego biletu do Wrocławia…

    Pamiętam też to.

    Innym razem jadłem sam w KFC. Podszedł chłopak i spytał wprost, czy nie mógłbym mu kupić bułki, bo nic nie jadł od kilku dni. Nie chciał pieniędzy. Kupiłem mu jakiś zestaw.

    To też pamiętam. Nadziałem się w McDonaldzie na swoje tchórzostwo i strach kilka lat wcześniej. Tym razem udało mi się komuś pomóc.

    Innym razem kupiłem kilka pizz do domu, bo duża rodzina. Każdy lubi co innego. Czekałem na taksówkę. Kiedy taksówka dowiozła mnie do domu, kierowca powiedział, że narobiłem mu smaku, bo nie jadł obiadu a zapach wwiercał mu się w nos. Zostawiłem mu jedną pizzę. Tak po prostu. Mówił, że żartował, że nie chce. Ale i tak mu zostawiłem. Widziałem, że poprawił mu się humor.

    Pamiętam to.

    Kiedy indziej siedziałem w tramwaju. Miętoliłem w palcach papierosa. Za dwa przystanki wysiadałem. Przede mną siedział jakiś gość. Bokiem. Tak, że nogi miał wywalone na przejście w tramwaju. Spytał, czy mogę mu dać jednego papierosa. Nie, nie spytał. Powiedział: „Daj jednego”. Dostał jednego. Wysiadał przystanek przede mną. I raptem splunął mi w twarz. Nie wiem dlaczego. Byłem tak zaskoczony, że nie zdążyłem odpowiedzieć. Drzwi tramwaju się zamknęły. Słyszałem tylko śmiech tego gościa. To był wymuszony śmiech. Śmiech idioty, kogoś z zakładu psychicznego. Bo normalny człowiek tak się nie śmieje. Ale nie o to chodzi. Nie zależało mi na tym, żeby wyzwać kolesia, wpieprzyć mu, czy cokolwiek mu zrobić. Byłem zaskoczony jego reakcją. Mam nadzieję, że poczuł się lepiej po wypaleniu mojego papierosa.

    Nie rozumiem ludzi.

    Nie wiesz na kogo trafisz. Czy będzie to oszust/oszustka. Czy naciągacz, który zbiera na kolejną dawkę jakiegoś draga. Czy po prostu jakiś psychiczny. Czy może faktycznie będzie to ktoś, komu podwinęła się noga i potrzebuje pomocy.

    Mimo wszystko ludziom trzeba pomagać. Nie wiesz na kogo trafisz. Nie wiesz. Możesz trafić na kogoś, komu przez swoją pomoc odmienisz życie. Inny może o Tobie zapomnieć sekundę po tym jak otrzyma pomoc. Nie ważne. Nie wiesz na kogo trafisz.

    Niedawno znalazłem fajny filmik: „Jedyny powód dla którego chcę być bogaty”: