Tag: droga do Oświecenia

  • Prz 24, 16

    Prz 24, 16

    Bo prawy siedmiokroć upadnie i wstanie, a bezbożni runą w nieszczęście.

    Jest dwóch ziomków. Oboje upadają. Ile razy upada prawy? 7 razy. Ile razy upada bezbożny? Raz.

    Dlaczego prawy upada 7 razy, a bezbożny raz?

    Bo prawy podnosi się za każdym razem, bo tak jego osoba jak i ścieżka znajdują się nieprzerwanie w Panu.

    Dlatego ma siłę podnieść się i spróbować jeszcze raz. Dostanie od życia w tyłek. Przewróci się, upadnie, ale wie, że musi nad sobą pracować. Ale żeby nad sobą pracować musi wstać. A siłę czerpie ze źródła.

    Bezbożny już nie upada drugi, trzeci, czwarty raz. Nie. Bezbożny upada raz i już pozostaje w tej pozycji. Nie zależy mu. Nie ma skąd czerpać energii. Jest odłączony od źródła.

    Nie ważne ile razy upadniesz. Podnieś się i idź dalej. W Panu.

  • J 14,21

    J 14,21

    Kto ma przykazania moje i je zachowuje, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie.

    Jak kochać kogoś, kto fizycznie nie jest obecny? Jezus był obecny fizycznie ponad 2000 lat temu. Wszyscy mówią o miłości do Jezusa, ale czy to jest miłość w stylu emocjonalnym, takim jak miłość do dopiero co poznanej przyszłej żony? Żonę można dotknąć, poczuć, ona odwzajemnia dotyk, zainteresowanie.

    Bez wiary w to, że Jezus nas kocha i odwzajemnia zainteresowanie naszą osobą, bez wiary w to, że jest wszechobecnym Bogiem nie ma połączenia w naszą stronę.

    Ale co z miłością w drugą stronę? Czyli skierowaną od nas do Boga? Jak ją zrozumieć? Obudzić w sobie?

    Jezus daje nam na to rozwiązanie – wiedział, że ludzie z „dzisiaj” będą mieli taki problem, że będzie im ciężko „pokochać” kogoś, kto jest obecny w innym wymiarze. Kto zostawił po sobie wiedzę i naukę, ale którego nie można dotknąć, którego odpowiedzi na nasze pytania mogą nie być od razu czytelne. Jak kogoś takiego poznać? A jeszcze trudniejsze zadanie – jak go pokochać?

    Jezus zdefiniował dokładnie miłość do niego – PRZESTRZEGANIE JEGO PRZYKAZAŃ, ZACHOWANIE JEGO PRZYKAZAŃ, TRZYMANIE SIĘ JEGO PRZYKAZAŃ – to będzie świadczyło o tym, że go miłujemy. I o to chodzi.

    Mało tego. Potrzeba jest taka, żeby zmienić swoje nastawienie i uwierzyć w to, że On jest nadal obecny w naszym życiu. Bo jest. Potrzeba jest tylko taka, że trzeba go do naszego życia zaprosić. Nie tylko w niedzielę, na mszy świętej, nie wtedy, kiedy „wreszcie” znajdziemy czas na krótką modlitwę. Nie. Ciągle. On jest ciągle obecny. Tylko szuka naszej prawdziwej natury. Nie ukrytej za maską „starań” stania się dobrym człowiekiem. Tej prawdziwej natury, która nas definiuje.

    Fajnie to opisuje poniższy filmik, polecam:

    Aktualizacja, 10.06.2026, godzina 13:38

    Normalnie to nie może być zbieg okoliczności. Nie może. Włączyłem na chwilę youtube. Jaki filmik wyskoczył? Ano taki:

    No po prostu pasuje jak ulał do dzisiejszego Słowa.

    „Jeśli będziesz dotrzymywał moim zasad, ja będę z Tobą, to znaczy, że mnie miłujesz. Będę z Tobą Synku.”

    Kurcze, po prostu to nie może być zbieg okoliczności. Nie ma czegoś takiego jak zbiegi okoliczności. Nie ma.

  • Ga 5, 22-23

    Ga 5, 22-23

    Owocem zaś Ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. Przeciw takim [cnotom] nie ma Prawa.

    Duch walczy z grzechem nie tylko w obronie, ale także w ataku, kształtując w chrześcijanach pozytywne cechy pobożnego charakteru, które są wyraźnie widoczne w Jezusie w Ewangeliach.

    Przypomnijmy sobie to: https://praisethelord.pl/2026/06/03/j-33/

    W dzisiejszym fragmencie na pierwszym miejscu mamy:

    Miłość (500) – to najlepsza, największa wartość. Odzwierciedla charakter Boga.

    Radość (540) – jest na drugim miejscu, ponieważ radując się z Bożego zbawienia, chrześcijanie pokazują, że ich uczucia są właściwie ukierunkowane na wolę Bożą i Jego zamysł.

    Pokój (600) – jest owocem pojednania grzeszników ze sobą przez Boga, tak że nie są już Jego wrogami, co powinno skutkować ufnością i swobodą w zbliżaniu się do Boga.

    Trzy poziomy prawdy, zbliżające nas do Oświecenia – poziomu na którym był Jezus Chrystus.

    Poza tym w liście do Galatów, autor mówi o cierpliwości, uprzejmości, dobroci, wierności, łagodności, opanowaniu. Zatrzymajmy się na chwilę przy nich.

    Cierpliwość – pokazuje, że chrześcijanie postępują zgodnie z planem i harmonogramem Boga, a nie swoim własnym, i że porzucili własne pomysły na to, jak powinien funkcjonować świat.

    Uprzejmość – oznacza okazywanie innym dobroci, hojności i współczucia, co jest również cechą Boga.

    Dobroć – oznacza pracę dla dobra innych, a nie dla siebie.

    Wierność – to kolejna cecha boska, oznacza ona konsekwentne robienie tego, co się mówi, że się zrobi.

    Łagodność – jest cechą, którą Jezus przypisuje sobie; pozwala ona ludziom znaleźć w Nim ukojenie, a także zachęcać i umacniać innych.

    Opanowanie – to dyscyplina udzielana przez Ducha Świętego, która pozwala chrześcijanom przeciwstawić się mocy ciała.

    Przeciwko takim [cnotom] nie ma prawa, dlatego też ci, którzy je głoszą, wypełniają prawo.

  • J 15, 5

    J 15, 5

    Ja jestem winoroślą, a wy jesteście latoroślami. Kto trwa we mnie, a ja w nim, ten wydaje obfity owoc, bo beze mnie nic nie możecie zrobić.

    Jezus jest duchowym źródłem. ŹRÓDŁEM.

    Jest siłą, mocą, źródłem prądu, źródłem energii życiowej, źródłem do życia.

    Kiedy nie jesteśmy podłączeni do źródła – mimo wszelkich starań, przekonania, że będąc w trybie zarządzania swoimi planami, jesteśmy w stanie coś wartościowego zrealizować – jesteśmy w olbrzymim błędzie.

    On jest źródłem. Wystarczy się do niego podłączyć i trwać w nim – a będziemy mogli wszystko.

    Już wcześniej wspominałem o ofiarowywaniu siebie Jemu. Oddaniu swoich trosk Jemu. On jest właśnie takim ŹRÓDŁEM, które doda nam energii. W prawie magiczny sposób będziemy w stanie pokonać trudności. Ale to nie będzie magia żadna. On po prostu zajmie się naszymi sprawami. Przez Niego damy radę.

    I to jest prawda. Ostatni tydzień w moim prywatnym i zawodowym życiu obfitował w kilka znaczących zmian i zawirowań. Ale powiem szczerze, że wierzę w to, że to sprawa Jezusa, że ułożyło się to jakoś naprawdę całkiem pozytywnie. Prosiłem go o pomoc. I pojawiły się dwa niespodziewane telefony, które całkowicie zmieniły perspektywę. Nie będę tu opisywał o co chodzi, bo nie o to chodzi. Ale to naprawdę działa. Ofiaruj problemy Jezusowi. On będzie wiedział co zrobić. Kropka.

    Rozmawiaj z nim. Codziennie, w każdej chwili, jaką masz. Pojawia się problem ze zrozumieniem czegoś w pracy, zagadaj do Niego, spytaj o pomoc w zrozumieniu. Naprawdę to działa. Nie umiem tego wyjaśnić. Czasami nie od razu, ale to działa.

    Parę dni temu męczyłem się z kodem źródłowym na jednym projekcie. No nie mogłem zrozumieć i wymyślić sposobu jak naprawić i zrealizować zadanie. Poprosiłem Go o pomoc. Nie od razu. Na drugi dzień, wstałem koło 5 nad ranem. I problem rozwiązałem w 3 godziny. Po prostu wiedziałem jak to zrobić. Rozwiązanie było podane jakby na tacy, ale w mojej głowie. Po prostu wiedziałem jak to zrobić. Różnica może 4 godzin przed niewiedzą i prośbą o pomoc. Sen. I potem o 5 nad ranem już wiedziałem.

    Czasami On podeślę kogoś, kto podrzuci pomysł, jak coś rozwiązać. Takie „zbiegi okoliczności” zdarzają mi się dosyć często. I naprawdę wierzę w to, że to Jezus mi pomaga. Możecie się śmiać czytając to, ale zbyt często miałem takie „zbiegi” okoliczności, żeby je ignorować.

    Dlatego przez miesiąc spróbuj „udawać” (jeśli w to jeszcze nie wierzysz), że on jest obecny przy tobie cały czas. W chwilach euforii – dziękuj mu za pomoc, w chwilach troski i kłopotów, spytaj o pomoc. Spróbuj „wyobrazić sobie”, że do Niego mówisz, a on słucha i jeśli odpowiada na prośbę, to mówi: „Zastanowię się, jak Ci pomóc, daj mi chwilkę”. A jak mu dziękujesz za pomoc, to wyobraź sobie, że chwyta cię za rękę i mówi: „Jestem Twoim bratem, to naturalne, że Ci pomagam. Jesteś mój. Mamy tego samego Tatę, to normalne, że sobie pomagamy. Ale nie ma sprawy.” I się uśmiecha życzliwie. Spróbuj tak przez miesiąc. Nie mów nikomu innemu o tym. Po prostu spróbuj w sobie w swoim wewnętrznym świecie coś takiego zainscenizować. Po miesiącu będziesz wiedział, czy to działa. W moim przypadku działa.

    Cztery dni temu na stronie youtube wyświetlił mi się filmik, który był inspiracją tego wpisu i tego słowa na dziś. Jest po angielsku, ale właśnie mówi o tym, że tylko jak jest się podłączonym do ŹRÓDŁA=JEZUSA jesteśmy w stanie zdziałać wszystko. Po odłączeniu będziemy próbowali zarządzać tym co zostało z energii, którą mieliśmy „na bieżąco”, będąc w Chrystusie.

    Polecam:

  • Mi 7, 8

    Mi 7, 8

    Choć upadłem, powstanę; choć siedzę w ciemnościach, Pan jest moją światłością.

    Nie ważne, że upadłem. Powstanę. Wiem, że powstanę. Bóg jest ze mną. Kiedy jestem w mroku grzechu – Pan Bóg oświetli moje życie.

    Upadek jest częścią nauki. Rzecz w tym, żeby się podnosić i stawiać czoło błędom. Jakiekolwiek by one nie były.

  • J 8, 31

    J 8, 31

    Jeśli pozostaniecie wierni mojej nauce, będziecie rzeczywiście moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda uczyni was wolnymi.

    Trzymanie się zasad, które Jezus nam przekazał doprowadzi nas do uwolnienia się z więzów tego świata.

    Życie zgodnie z zasadami Jezusa, to droga ku oświeceniu. Przejściu z poziomu fałszu do poziomów prawdy.

    Prawda Jezusa wyzwala człowieka od wewnętrznej niewoli: lęku, grzechu, fałszu, egoizmu, ciemności.

  • J 3,3

    J 3,3

    Żaden człowiek nie może zobaczyć królestwa Bożego, jeśli się nie narodzi na nowo.

    Dopiero, kiedy przejdziemy duchowe narodziny, będziemy w stanie dostrzec królestwo Boga.

    David R. Hawkins wyróżnił kilka poziomów świadomości. Podzielił je poziomy fałszu i poziomy prawdy i przyporządkował im stany umysłu.

    PoziomLogStan umysłu
    Oświecenie700-1000niedający się opisać
    Pokój600błogość, ekstaza
    Radość540pogoda ducha
    Miłość500pochwała istnienia
    Rozsądek400zrozumienie
    Akceptacja350wybaczenie
    Ochota310optymizm
    Neutralność250zaufanie
    Odwaga200aprobata
    Duma175pogarda
    Złość150nienawiść
    Pożądanie125pragnienie
    Strach100niepokój
    Żal75ubolewanie
    Apatia50rozpacz
    Wina30obwinianie
    Wstyd20upokorzenie

    Zaczynając od „Odwagi” w górę – to poziomy prawdy

    Zaczynając od „Dumy” włącznie w dół – to poziomy fałszu

    Moim zdaniem, każde przebudzenie się o poziom wyżej prowadzi nas do celu. Wydaje mi się, że właśnie to jest naszym celem na ziemi. To, żeby rodzić się ciągle na nowo na coraz to wyższym poziomie świadomości, pozostawiając za sobą poziomy fałszu.

    Szczerze mówiąc sam nie potrafię się określić, na jakim poziomie jestem. Chciałbym powiedzieć, że na poziomie „odwagi”, ale często wdzierają się do moich myśli cienie niższych poziomów.

    To chyba jest tak, jak kiedyś ujął to Jim Carrey, że kiedyś obudził się i był w stanie kompletnego pogodzenia się ze wszystkim. Czuł się jednym ze wszystkim. Czuł wdzięczność, radość, miłość.

    Ale ten stan zniknął po jakimś czasie, a on bardzo mocno chciałby tam powrócić.

    Chyba jak już ktoś był w tym stanie przez chociaż krótki czas – nie chce niczego innego. Wydaje mi się, że on mówił o stanie „Pokoju”.

    Niesamowite musi być takie uczucie.

    Jim mówi tu, że uczucie jest niesamowite. Ja mu wierzę. Być pogodzonym z wszystkim. Być wszystkim, we wszystkim, obok wszystkiego.

  • Rz 12,2

    Rz 12,2

    Nie upodabniajcie się do tego świata, ale przemieniajcie się poprzez odnowę myślenia, aby rozeznać, jaka jest wola Boża, co szlachetne, co miłe, co doskonałe.

    No właśnie. Dzisiaj świat przepełniony jest całą masą zabawek, odciągaczy uwagi, nowe wideo na youtube, nowy wpis na tiktoku kogoś, kto jest na topie, ale za dwa tygodnie przestanie już być na topie, którego zamieni miejscami jeszcze ktoś inny.

    Morze tego śmiecia wypełnia godziny czasu każdego młodego człowieka (i nie tylko młodego). Skrolowanie shortów na youtubie stało się dla mnie też jakby „rytuałem”. Szukam mądrości w czymś, co nie daje mądrości, a odwraca moją uwagę od wszystkiego innego, od moich problemów, ułatwia prokrastynację.

    Kompletna strata czasu.

    W książce David’a R. Hawkins’a „Technika uwalniania”, znalazłem ciekawy fragment, który opisuje właśnie dokładnie to, co dzieje się dzisiaj, na naszych oczach z tymi wszystkimi influencerami, youtuberami, performance runnerami (książka opublikowana była w Stanach w 2001, u nas w 2013 i cała jest jeszcze bardziej aktualna niż chyba wtedy mogłaby być):

    Świat nieustannie sprzedaje nam kłamstwa, podsycając nasze pragnienie tego romantycznego, upiększonego aspektu (że będziemy sławni). Obiecuje, że uczyni nas ważniejszymi niż jesteśmy w rzeczywistości. Glamour tak podany, to po prostu oszustwo.

    (…)

    To, o czym myślimy, zazwyczaj się manifestuje.

    Co sugeruje list do Rzymian w przewodnim fragmencie? „Odmianę myślenia”. O czym mówi słynny psychiatra? „To, o czym myślimy, zazwyczaj się manifestuje”.

    No nie jest tak? Pewnie że jest.

    Sfrustrowani, ciągle myślący o tym, że mimo ciężkiej harówki niczego nie osiągamy w życiu – faktycznie niczego nie osiągamy w życiu.

    W tej samej książce, w tym samym rozdziale, David R. Hawkins wspomina jednego ze swoich pacjentów, który stracił pracę. Oto co mu zaproponował:

    Ponieważ był osobą religijną, poradziłem mu, aby zapomnieć o zdobyciu pracy i oddać to Bogu, a także uwolnić się i jednocześnie odpuścić pragnienie związane z pracą i być otwartym na to, co może się wydarzyć.

    (…)

    …dzięki uwolnieniu i odpuszczeniu otrzymał telefon od szwagra. Tak bardzo chciał dostać pracę, że pragnienie to hamowało realizację celu. Gdy tylko odpuścił tę palącą chęć, praca pojawiła się szybko, w ciągu 24 godzin.

    Jednak umysł ma skłonność do wypierania się naszej własnej mocy i projektowania jej na świat zewnętrzny.

    Czy nie o tym mówił też Jezus?

    Niech się wam stanie według waszej wiary.

    Mt 9, 29

    Może nie masz zostać CEO Tesli, jak sobie wymarzyłeś, ale pracę znajdziesz, Bóg Ojciec wie, że jej potrzebujesz, On to załatwi. Po prostu ODDAJ TO BOGU!

    David R. Hawkins pisze dalej:

    Małe „ja” uwielbia podkreślać, jakie to życie jest nędzne i pechowe, jakie paskudne rzeczy nas spotykają i jak nieuczciwi są wobec nas inni…

    (…)

    Jeżeli nasze umysły poprzez własną decyzję mają moc realizowania w życiu rzeczy negatywnych, równie dobrze mogą realizować zdarzenia pozytywne.

    (…)

    Obwinianie się jest folgowaniem sobie.

    Chodzi o zdrowe podejście do samych siebie. Do zmiany nastawienia swojego umysłu. Może i dzieją się w tej chwili złe rzeczy w naszym życiu. Ale to nie my jesteśmy ich sprawcami, nastawmy się na dobre wibracje.

    Wiem, że to dla niektórych brzmi banalnie. Jak nastawić się na dobre wibracje, kiedy ciągle czujemy w głowie tą presję zewnętrznego świata. Że musimy zdążyć z planami, z opłatami, z pracą, z czymś tam jeszcze…

    ODDAJMY to wszystko Bogu. Bóg ma siłę, by się tym zająć. Znajdzie dla nas drogę wyjścia. Wystarczy w to uwierzyć. Rozwiązania gdzieś tam są. Wystarczy zaufać Bogu, powiedzieć i poprosić o to, czego chcemy, mimo, że On wie, czego potrzebujemy a czego chcemy, On znajdzie sposób, żeby nam tego, czego potrzebujemy dostarczyć. Wystarczy Mu zaufać. To wszystko.

  • Mt 11, 28-29

    Mt 11, 28-29

    Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a ja wam dam odpoczynek.

    Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie odpoczynek dla waszych dusz.

    Mt 11, 28-29 (UBG)

    Świetny fragment Pisma Świętego. Chrystus wie, że w życiu nie jest lekko. On to wie. Ale nie chodzi o to, żeby nosić swój ciężar, wszystkie troski i problemy samemu. Właśnie chodzi o to, żeby przyjść do niego z tymi problemami. Powiedzieć mu, z czym jest nam ciężko. A on da nam odpoczynek. Znajdzie drogę i sposób, by nam pomóc.

    Jakiś czas temu czytałem ciekawą książkę Joanny Bątkiewicz-Brożek „Jezu, Ty się tym zajmij!” o ojcu Dolindo Ruotolo. Za każdym razem, kiedy ten człowiek wiedział, że nie poradzi sobie z problemami świata zewnętrznego, mówił po prostu do Jezusa – Ty się tym zajmij! Oddawał kontrolę. Nad sobą, nad swoim losem, nad tym co się stanie Bogu. I zawsze wychodziło jakoś tak, że sprawy układały się tak jak powinny były się ułożyć.

    Bo tak naprawdę jaką my mamy kontrolę nad tym, co dzieje się na zewnątrz? Nad tym, co świat nam zgotuje?

    Nie mamy żadnej kontroli. Wydaje nam się, że coś kontrolujemy. Staramy się zdążyć z terminami, z opłatami, ze zobowiązaniami. I istnieje w nas poczucie, że jeśli na moment odpuścimy, to nasze życie rozsypie się na drobne kawałki i już się tego nie da poskładać.

    Właśnie nie! Wystarczy przyznać się przed sobą, że nie dam rady, potrzebuję Cię Jezu. Pomóż mi. Wiem, że mi pomożesz. Pokaż mi co mam zrobić, nakieruj mnie na odpowiednią drogę.

    On to zrobi. Zrobi to. Będzie to wyglądało jak „przypadek”, albo po prostu ktoś wpadnie z nieoczekiwaną wizytą, albo jeszcze jakiś inny „zbieg okoliczności”. Ale On nad nami czuwa. Po prostu. On nad nami czuwa. Wystarczy mu zawierzyć, oddać kontrolę nad swoim życiem i cieszyć się tym, co się dzieje.

    Taka ciekawostka do tego cytatu: „jarzmo” w tym zdaniu to drewniana rama, która łączyła dwa zwierzęta, najczęściej osły, żeby niosły ciężkie towary. Jezus mówi tutaj o jarzmie bycia jego uczniem. Wystarczy wziąć to jarzmo bycia uczniem Jezusa, a on przyniesie nam odpoczynek, przez zwykłe oddanie się Jemu.

    Podaje przy tym cnoty, cechy, które ceni: cichość i pokorne serce.

    Często mówimy głośno: „oh, jaki jestem zmęczony, mam tyle pracy”. Spoko. Ofiaruj to Jezusowi. Idź do niego, pod krzyż, powiedz mu to po cichu, nie chwal się, że jesteś taki zarobiony. Jezus to widzi. Jeśli robisz wszystko dobrze i uczciwie – wszystko gra. On da Ci odpoczynek. Może w formie głębokiego snu, tak żebyś wypoczął, może w postaci czegoś innego. Zaufaj mu. Oddaj mu swoją pracę, a znajdziesz odpoczynek. W nim.

    Inspiracją do tego wpisu był ten filmik:

  • Flp 4, 4-6

    Flp 4, 4-6

    Radujcie się zawsze W Panu; mówię ponownie, radujcie się. Niech wasza skromność będzie znana wszystkim ludziom. Pan jest blisko. Nie troszczcie się o nic, ale we wszystkim przez modlitwę i prośbę z dziękczynieniem niech wasze pragnienia będą znane Bogu.

    Flp 4,4-6 (UBG)

    Rejoice in the Lord always; again I will say, rejoice. Let your reasonableness be known to everyone. The Lord is at hand; do not be anxious about anything, but in everything by prayer and supplication with thanksgiving let your requests be made known to God.

    Phil. 4, 4-6

    Rozbijmy to na dwie części:

    Niech wasza skromność będzie znana wszystkim ludziom.

    W wersji angielskiej jest reasonableness (rozsądek), a nie skromność, ale skromność to jest jakaś forma rozsądku. Nie koniecznie zawsze oznacza to jednak samo.

    Wydaje mi się, że tu skromność jest rozsądkiem w znaczeniu świadomości własnych granic: wiem, co umiem, ale wiem też, czego nie wiem. Nie muszę wszystkiego udowadniać, nie muszę się wywyższać, nie muszę wygrywać każdej rozmowy. To jest rozsądne. Chroni przed pychą, impulsywnością i głupimi decyzjami.

    Skromność – to rozsądek serca: zna swoją wartość, ale nie robi z niej bożka.

    Ile razy udawało mi się być pysznym? Ile razy czułem się lepszy, bo rozwiązałem problem w pracy, nad którym siedzieli lepsi ode mnie? Ile razy już coś takiego zrobiłem?

    Kompletnie nie potrzebnie.

    A co ciekawe, najczęściej tak wychodziło, kiedy wcześniej poprosiłem Jezusa o pomoc. Wtedy nadchodziło natchnienie. A potem to Boże natchnienie przyćmiewane było pychą, że zrobiłem zadanie. Jak niedojrzałe dziecko.

    Ale też nie chodzi tu o to, żeby kajać się, jeśli czegoś się nie wie. Znamy swoje możliwości. I tyle. Ale nie ma powodu, żeby na siłę się poniżaj z powodu, że czegoś nie wiem.

    I druga część:

    Nie troszczcie się o nic, ale we wszystkim przez modlitwę i prośbę z dziękczynieniem niech wasze pragnienia będą znane Bogu.

    Nie trzeba wszystkiego nosić samemu. Zamiast zamartwiać się wszystkim w głowie, wystarczy przenieść to Bogu w modlitwie – konkretnie, szczerze i z wdzięcznością.

    Tu chodzi o niezamartwianie się. Człowiek ma działać, myśleć, podejmować decyzje, ale nie ma być niewolnikiem lęku.

    Bóg nas zna, wie, co mamy w sercu. Tutaj chodzi o relację z Bogiem, o utrzymanie komunikacji ze Stwórcą przez modlitwę. W ten sposób zmieniamy lęk w głowie na modlitwę.

    I trzeba też pamiętać, by być wdzięcznym za to, że Bóg jest z nami cały czas. Otrzymaliśmy i otrzymujemy od niego tak dużo, a często zapominamy mówić proste „dziękuję”.

    Dziękuję Ci Boże, że jesteś ze mną, że czuwasz nade mną, że mogę oddychać i zbierać kolejne doświadczenia.