Od PANA pochodzą drogi człowieka;
jakże może człowiek zrozumieć własną drogę?
Wydaje nam się, że jesteśmy kowalami swojego życia. Że szczęście, sukces, sławę, władzę i zdrowie zawdzięczamy sobie samym. Bo od małego uczestniczyliśmy w wyścigu szczurów, zdobywaliśmy najpierw najlepsze oceny w szkołach czy na studiach, potem wspinaliśmy się po drabince w firmie.
Ale przychodzi taki moment, w którym dociera do nas, że droga, którą powinniśmy zmierzać nie jest tą, którą obraliśmy.
Dobrze, jeśli stanie się to wcześniej niż później, ale jak stanie się to później, to też nie jest tak źle. Oby do nas dotarło, że nasz poziom „wtajemniczenia” w życie leży gdzie indziej. Nie na zewnątrz, nie tam, gdzie są nagrody tego życia. Nie tam. Tylko w nas. To tu trzeba posprzątać. Tu trzeba szukać odpowiedzi. Nie na zewnątrz, gdzie pajacują ludzie, którym drogę podszeptuje zło.
Możemy zaplanować sobie całe życie na papierze. Narysować przystanki:
- w wieku 28 lat – będę starszym software developerem
- w wieku 30 lat – będę architektem aplikacji (+ zarabiał 30 tys PLN)
- w wieku 35 lat – zostanę produkt ownerem (+ zarabiał 33 tys PLN)
- w wieku 40 lat – ….
ale gdzieś pomiędzy, po cichu, jak strumyk wody drążący wąskie korytko w skale, słyszysz głos, głos ze środka siebie, pytający, dokąd to wszystko prowadzi i czy na pewno to jest to, czego chcesz, czego On chce?
Pustka, jaką spotkałem po 46 latach pracy dla firm technologicznych, mimo solidnej pensji i „spełnienia” zawodowego była ogromna.
Kiedy bez żadnego ostrzeżenia pod koniec roku 2024 firma pożegnała się ze mną, żeby potem po pół roku przyjąć mnie z powrotem dotarło do mnie, że nie znaczę nic dla niej, dla tych ludzi. Jestem tylko trybikiem, raz potrzebnym, raz niepotrzebnym. Mimo „doświadczenia”, „zaangażowania”, zarywania nocami snu, żeby tylko dotrzymać terminów…
Nie znaczę dla świata zewnętrznego nic. Nie znaczę dla tych ludzi nic.
Zachowanie członków zespołu to też potwierdziło. Zarzekanie się kilku osobników, jakiż to jestem wartościowy i ceniony, jak moje zdanie wielkie ma znaczenie…bla bla bla. Jak oni bardzo byli za mną, i mimo ich strasznych wysiłków i dobrych ocen, no niestety nie udało im się powstrzymać tej straszliwej machiny zwolnień…
Dotarło do mnie, że szukałem potwierdzenia siebie w złym miejscu, na zewnątrz. A na zewnątrz wszystko przemija. Te wszystkie rzeczy, stanowiska, pozycje, wypracowany „szacunek” u ludzi. To nic nie znaczy. Nic. Nie ma żadnego znaczenia, bo tak jak oddech rozmywa się w morzu powietrza, rozprasza się i ulatnia, mieszając z innymi atomami i cząsteczkami, tak te wszystkie rzeczy, które są na zewnątrz, one istnieją chwilę, a po sekundzie ich już nie ma, bo wiaterek zawieje z lewej, albo prawej i już tego nie ma.
To, co na zewnątrz to zwykła gra. Trzeba wykonywać swoją pracę, grać dobrze, jako aktor bawić się swoją rolą, ale nie przywiązywać się ani do sztuki, ani do innych aktorów.
Bo ta sztuka pisana jest na bieżąco. Nie wiesz, jaką rolę dostaniesz, ani jak jej droga się potoczy.
Trudno to opisać, ten stan, w którym jestem teraz.
Wewnętrznie czuję, że to co robiłem i nadal robię, klepiąc kod dla firm, to po prostu zajęcie, które robię, żeby utrzymać rodzinę. Ale jest to tak puste, jak skorupa ślimaka, którą właściciel opuścił lata temu. Nie ma już w tym „pasji”. Zresztą, nigdy tak naprawdę nie było w tym pasji. Chciałem znaleźć w tym pasję, ale przez te wszystkie lata mi się nie udało. Bo to nie była moja droga. To nie to, co we mnie wszczepił Bóg. Jego zamysł do mojego aktora był inny.
I chyba jestem na etapie, kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że szedłem drogą nie-wyznaczoną przez Boga. Ale nie zsynchronizowałem się jeszcze z tym, co chciał dla mnie mój Ojciec. Bo nie wiem, co chciał. Nie potrafię tego rozszyfrować. A może po prostu z każdym dniem muszę dowiadywać się tego po trochu. Odkrywać ukryte subtelnie w spotkanych ludziach, w odbytych rozmowach, w mijanych twarzach ziarnka i wskazówki tego, czego Bóg oczekuje ode mnie.
Wiem, że nic nie wygląda tak samo, od momentu, kiedy uświadomiłem sobie bezsens i ulotność rzeczy ze świata zewnętrznego.
Będę szukał, będę próbował rozpoznać znaki i słowa Ojca. On je porozrzucał po całym świecie. I te ziarenka i wskazówki od Niego kierują Nas drogą, którą on wskazuje. Czasami wydaje nam się, że przypadkowo spotkaliśmy w Dino niewidzianego od miesięcy znajomego. A może pojawił się on po to, żebyśmy 2 minuty później, gdyby się nie pojawił, wpadli pod nadjeżdżający samochód, w którym dziewczyna sięgała po komórkę, leżącą na siedzeniu pasażera, bo akurat dostała sms’a, że RMF FM dzisiaj do niej zadzwoni, że może wygrać milion złotych. Chciała sprawdzić kto to do niej napisał. I tak jakoś niezauważyła wysokiego, lekko posiwiałego gościa w brązowych okularach.
Takie „przypadki” zdażają się ciągle. Tylko my o nich nie wiemy. On nad nami czuwa. Subtelnie sugeruje drogę, którą nam przeznaczył. Nie narzuca nam jej. Jedynie ją wskazuje. Mamy wolną wolę.