Lepszy ubogi, postępujący bez zarzutu, niż przewrotny o dwu drogach, choć bogaty.
Bogactwo nie zawsze pochodzi z prawych źródeł. Często jest wynikiem wyzysku i niesprawiedliwości.
Te słowa z Księgi Przysłów niosą ukojenie tym, którzy nie czynią źle, ale którym w życiu na ziemi nie powodzi się najlepiej.
Czasami ludzie zasuwają jak mrówki, pracują przez całe życie. Ciężko. A i tak guzik z tego mają. Najważniejsze jest jednak nie to, żeby narzekać. Ale to, żeby nie mieć sobie niczego do zarzucenia, żyć zgodnie z kodeksem moralnym. Zgodnie z sumieniem.
Nasz Tato to widzi i nie patrzy na zasób portfela, a na to, co tak naprawdę dzieje się w nas. Jak rośniemy duchowo.
Szczęśliwy, kto boi się Pana i kto chodzi Jego drogami. Bo z pracy rąk swoich na pewno będziesz pożywał, będziesz szczęśliwy i dobrze będzie ci się wiodło.
Strach w stosunku do Pana można rozumieć różnojako. Wydaje mi się, że tu nie chodziło o to, żeby ciągle bać się, być jak pies z podkulonym ogonem. Chodzi bardziej o świadomość, że Bóg jest większy ode mnie. Nie jestem w stanie wszystkiego kontrolować, mało tego, niczego nie kontroluję, dlatego oddaję wszystko Bogu, każdy moment, każdą chwilę.
Tu chodzi o to, żeby traktować Boga poważnie. Nie jako zagrożenie, ale jako Źródło życia, mądrości, porządku.
Nie chodzi tu o odhaczanie kolejnych wizyt w Niedzielę w kościele. Tu chodzi o życie z nim tak, jakby On był koło nas. Bo On jest koło nas, w nas, On stoi obok Ciebie, patrzy co robisz, nie osądza, nie gardzi Tobą, zachęca Cię do tego, żebyś żył zgodnie z tym, co mówił i mówi nadal. To taki rodzaj szacunku, który mówi: „Panie, nie chcę iść drogą, która oddali mnie od Ciebie, bo wiem, że bez Ciebie gubię siebie”.
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno, wtedy zaś [ujrzymy] twarzą w twarz. Teraz poznaję po części, wtedy zaś będę poznawał tak, jak sam zostałem poznany.
Jest taki neurochirurg – Eben Alexander – autor „Dowodu”. Jego książka opisuje jego osobiste doświadczenie NDE (Near Dead Experience – doświadczenie bliskie śmierci). Opisuje w niej to, co zobaczył po drugiej stronie.
Jako neurochirurg – człowiek nauki – doszedł do bardzo ciekawego wniosku – że mózg człowieka jest narzędziem filtrującym Rzeczywistość.
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno
To co widzimy ogranicza się do rzeczy materialnych. Ale fizyka kwantowa udawadnia, że nawet na poziomie subatomowym, wszystko, nawet materia, to po prostu związana materia. Co ciekawe, fizyka kwantowa idzie o krok dalej. Materia i zachowanie się energii zależy od obserwatora. Czy obserwuje cząstkę atomową, czy nie. Jest wiele doświadczeń z fizyki kwantowej, które to potwierdzają (np. paradoks EPR). Mało tego. Jest teoria, która twierdzi, że wszystko jest ze sobą powiązane i wszystko na wszystko ma wpływ.
Wtedy zaś [ujrzymy] twarzą w twarz.
Już za czasów apostołów ludzie oświeceni wyczuwali, że tam jest coś, co otworzy przed nami oczy. Poznamy wszystko tak, jak zostaliśmy poznani.
W każdym razie, Eben Alexander właśnie to też opisał w książce, że po tamtej stronie miał dostęp do nieograniczonej wiedzy. Każde jego „pytanie” od razu otrzymywało odpowiedź. To było natychmiastowe. Nie było tajemnic.
Fajny filmik znalazłem o kobiecie, która wróciła z jasnym przesłaniem:
Nie jesteśmy sami, nawet jak myślimy, że jesteśmy nie kochani, nie lubiani – Bóg, Stwórca z nami jest. On nas kocha. Nie jesteśmy sami. Nigdy.
I jeszcze jeden filmik, poznajcie Jonathana Ashforda. Wcześniej wrednego szefa, złośliwego człowieka, który miał NDE z powodu sepsy. Ale po 3 godzinach wrócił, poniżej filmik od tego kluczowego momentu (3:11):
„Bóg jest z nami ciągle w pokoju”. On jest. Ten gościu to wie, gadał z Nim, wrócił i teraz próbuje pomóc ludziom w ich duchowej drodze.
Bo prawy siedmiokroć upadnie i wstanie, a bezbożni runą w nieszczęście.
Jest dwóch ziomków. Oboje upadają. Ile razy upada prawy? 7 razy. Ile razy upada bezbożny? Raz.
Dlaczego prawy upada 7 razy, a bezbożny raz?
Bo prawy podnosi się za każdym razem, bo tak jego osoba jak i ścieżka znajdują się nieprzerwanie w Panu.
Dlatego ma siłę podnieść się i spróbować jeszcze raz. Dostanie od życia w tyłek. Przewróci się, upadnie, ale wie, że musi nad sobą pracować. Ale żeby nad sobą pracować musi wstać. A siłę czerpie ze źródła.
Bezbożny już nie upada drugi, trzeci, czwarty raz. Nie. Bezbożny upada raz i już pozostaje w tej pozycji. Nie zależy mu. Nie ma skąd czerpać energii. Jest odłączony od źródła.
Nie ważne ile razy upadniesz. Podnieś się i idź dalej. W Panu.
Kto ma przykazania moje i je zachowuje, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie.
Jak kochać kogoś, kto fizycznie nie jest obecny? Jezus był obecny fizycznie ponad 2000 lat temu. Wszyscy mówią o miłości do Jezusa, ale czy to jest miłość w stylu emocjonalnym, takim jak miłość do dopiero co poznanej przyszłej żony? Żonę można dotknąć, poczuć, ona odwzajemnia dotyk, zainteresowanie.
Bez wiary w to, że Jezus nas kocha i odwzajemnia zainteresowanie naszą osobą, bez wiary w to, że jest wszechobecnym Bogiem nie ma połączenia w naszą stronę.
Ale co z miłością w drugą stronę? Czyli skierowaną od nas do Boga? Jak ją zrozumieć? Obudzić w sobie?
Jezus daje nam na to rozwiązanie – wiedział, że ludzie z „dzisiaj” będą mieli taki problem, że będzie im ciężko „pokochać” kogoś, kto jest obecny w innym wymiarze. Kto zostawił po sobie wiedzę i naukę, ale którego nie można dotknąć, którego odpowiedzi na nasze pytania mogą nie być od razu czytelne. Jak kogoś takiego poznać? A jeszcze trudniejsze zadanie – jak go pokochać?
Jezus zdefiniował dokładnie miłość do niego – PRZESTRZEGANIE JEGO PRZYKAZAŃ, ZACHOWANIE JEGO PRZYKAZAŃ, TRZYMANIE SIĘ JEGO PRZYKAZAŃ – to będzie świadczyło o tym, że go miłujemy. I o to chodzi.
Mało tego. Potrzeba jest taka, żeby zmienić swoje nastawienie i uwierzyć w to, że On jest nadal obecny w naszym życiu. Bo jest. Potrzeba jest tylko taka, że trzeba go do naszego życia zaprosić. Nie tylko w niedzielę, na mszy świętej, nie wtedy, kiedy „wreszcie” znajdziemy czas na krótką modlitwę. Nie. Ciągle. On jest ciągle obecny. Tylko szuka naszej prawdziwej natury. Nie ukrytej za maską „starań” stania się dobrym człowiekiem. Tej prawdziwej natury, która nas definiuje.
Fajnie to opisuje poniższy filmik, polecam:
Aktualizacja, 10.06.2026, godzina 13:38
Normalnie to nie może być zbieg okoliczności. Nie może. Włączyłem na chwilę youtube. Jaki filmik wyskoczył? Ano taki:
No po prostu pasuje jak ulał do dzisiejszego Słowa.
„Jeśli będziesz dotrzymywał moim zasad, ja będę z Tobą, to znaczy, że mnie miłujesz. Będę z Tobą Synku.”
Kurcze, po prostu to nie może być zbieg okoliczności. Nie ma czegoś takiego jak zbiegi okoliczności. Nie ma.