Kategoria: Słowa Pisma Świętego

  • Prz 21, 5

    Prz 21, 5

    Zamiary pracowitego [prowadzą] do zysku, a wszystkich śpieszących się – do straty.

    Każda wartościowa rzecz wymaga pracy. Pracy i planowania. Nie ma drogi na skróty. Czasami coś może się udać „na szybko”. Jednak w dłuższym terminie każda rzecz, każdy „oczekiwany” rezultat to efekt zaplanowanej, długiej pracy.

    Żeby wykonać taką pracę, wymagana jest mądrość, wiedza. Dlatego przytoczę tutaj też ten fragment z Biblii:

    Podstawą jest mądrość: zdobądź ją, za wszystko, co masz, nabądź rozsądku.

    Prz 4, 7

    Pierwszym krokiem w praktykowaniu mądrości to być przekonanym, że jej nabycie jest rzeczywiście niezbędne i wymaga ofiar.

    Skąd brać mądrość, jeśli jeszcze jej nie mamy? Skąd oczekiwać wsparcia? No jak to skąd? Wiadomo – od Boga. O tym pisze autor listu świętego Jakuba:

    Jeśli zaś komuś z was brakuje mądrości, niech prosi o nią Boga, który daje wszystkim chętnie i nie wymawiając, a na pewno ją otrzyma.

    Jk 1, 5

    W tłumaczeniu „chętnie” czasami zastępowane jest frazą „po prostu” i „bezwarunkowo”.

    Bóg rozwiąże Twój problem, jeśli zwrócisz się do Niego i poprosisz o rozwiązanie. On da Ci mądrość, żebyś mógł rozwiązać swój problem.

    Planowanie w pracy to podstawa. Po prostu podstawa. Praktycznie wszystko zależy od tego, czy dobrze się przygotujemy, potrzebujemy:

    • planowania
    • mądrości
    • cierpliwości

    Nie od razu wszystko wychodzi, ale w pośpiechu możemy być pewni, że nie wyjdzie nic. Dlatego potrzebujemy Jego pomocy. Jego pomocy w budowaniu cierpliwości i mądrości.

    Cierpliwy jest lepszy niż siłacz, opanowany – niż zdobywca grodu.

    Prz 16,32

    Panie, naucz mnie cierpliwości. Daj mi siłę, żebym nauczył się działać cierpliwie. Żebym umiał powierzyć Ci swoje troski, żebym zrozumiał, że rozwiązanie problemów przyjdzie w odpowiednim momencie. Żebym nauczył się cierpliwie na to rozwiązane czekać i cierpliwie wykonywać to, co powinienem był wykonywać.

  • Prz 21,20

    Prz 21,20

    Cenny skarb i oliwa w mieszkaniu prawego, lecz niemądry człowiek je marnotrawi.

    Dzisiaj będzie o oszczędzaniu i folgowaniu sobie i innym.

    Są okresy w życiu, kiedy sprzyja nam fortuna. Kiedy Bóg widzi, że potrzebujemy pomocy finansowej. Jakikolwiek jest powód tego, że w życiu finansowo mamy zabezpieczenie – trzeba zarządzać tym mądrze i z rozwagą. Fragment tego przysłowia wyraźnie mówi – że trzeba gromadzić oliwę i skarb, jeśli jest się mądrym. Nie ma co tego marnotrawić. Powód jest taki – dobrobyt często przemija, jest chwilowy i trzeba się zabezpieczyć na czas, kiedy przestanie być pięknie i „szczęśliwie”, kiedy życie przestanie nas rozpieszczać.

    Bardzo wymowny jest moim zdaniem również inny przykład z Księgi Przysłów, który mówi o tym samym, by zbierać w żniwa, by potem zimą nie mieć problemów:

    Do mrówki się udaj, leniwcze,

    patrz na jej drogi, bądź mądry,

    Nie znajdziesz u niej zwierzchnika

    ni stróża żadnego, ni pana –

    a w lecie gromadzi swą żywność

    i zbiera swój pokarm we żniwa.

    Prz 6, 6-8

    Nie jest sztuką zarobić pieniądze i je przepuścić. Problem pojawia się, gdy zimą zaczyna nam brakować pieniędzy. Trzeba o tym myśleć, żeby nie skończyć gdzieś, gdzie nie chcemy skończyć.

    Lato u człowieka to okres, kiedy jest produktywny i może pracować w pełni sił. Dla jednych to okres od 20 – 50 lat, dla innych dłużej, dla jeszcze innych krócej. Chodzi o to, żeby w tym czasie zebrać dla siebie jakieś zabezpieczenie, żeby zimą nie cierpieć mrozu, głodu i innych problemów, które pojawią się, gdy skończy się umowa o pracę, gdy skończy się czas żniw i trzeba będzie żyć z tego, co się zebrało.

    Tak to wygląda w naturze, nie ma na to rady, tak to wygląda.

    Bóg ostrzega nas przed nadmierną pożądliwością pieniędzy i tutaj nie chodzi o nadmierną pożądliwość pieniędzy. Tu chodzi o mądre przewidzenie tego, co może się zdażyć i zabezpieczenie się na taki wypadek. Czasami jest to w konflikcie z „potrzebami na teraz”. Ale tak naprawdę, tak szczerze, czy my potrzebujemy wiele?

    Bóg kocha hojność. Ale nie każe być też bankomatem dla cudzych zachcianek, święty Paweł pisze:

    Każdy niech przeto postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg.

    2 Kor 9, 7

    Jeśli czujesz, że ktoś manipuluje Tobą, wzbudza poczucie winy, naciska, obraża się, szantażuje emocjonalnie, żeby dostać coś od Ciebie – to NIE JEST ZDROWE CHRZEŚCIJAŃSKIE dawanie. To manipulacja twoją dobrocią, wykorzystywanie tego, że chcesz być dobry. Możesz wtedy dać, ale Ty nie jesteś wtedy nie-w-porządku, kiedy czująsz się źle oddając pieniądze komuś, wiedząc, że np. te pieniądze powinny iść na inny cel, ale nie-w-porządku jest ten, który wykorzystuje Cię emocjonalnie.

    Pomaganie rodzinie nie oznacza bycia wykorzystywanym, o czym czytamy o trosce o bliskich:

    Jeśli zoś ktoś nie dba o swoich, a zwłaszcza o domowników, ten wyparł się wiary i gorszy jest od niewierzącego.

    1 Tm 5, 8

    Tu mowa jest o realnej trosce i potrzebach, nie o sponsorowaniu zachcianek, luksusów czy cudzej nieodpowiedzialności. Dbanie o swoich to troska o ich ogrzanie w zimę, o zapewnienie chleba na stole, o zapewnienie tego, żeby opłacony był prąd, woda, żeby każdy mógł korzystać z tych dóbr w ramach potrzeb. To nie zakup nowego komputera do grania, bo sąsiada syn dostał maszynę do grania w gry komputerowe. Takie rzeczy są drugorzędne, niepotrzebne do życia. Rolą rodziców jest odróżnienie i często nawet zdyscyplinowanie samych siebie przed chęcią kupna pierdółek dzieciom, a stawianie spraw ważniejszych na pierwszym miejscu. Owszem, czasami, kiedy czujemy w sercu, że chcemy sprawić radość dzieciakowi, kupując mu coś, ale nie z przymusu, ale po prostu z serca, wiemy, że nie nadszarpnie to naszego zabezpieczenia – jak najbardziej można to zrobić. Ale trzeba najzwyczajniej spytać się Jego, czy to, co czujemy w sercu to pycha, próżność, hojność, czy głupota.

    Trzeba nauczyć się wewnętrznie rozpoznawać te stany emocjonalne. To bardzo trudne wbrew pozorom, bo za maską hojności może kryć się próżność i zarozumialstwo.

    Jezus uczy miłości, ale miłość nie jest naiwnością. Sam Jezus nie spełniał każdej ludzkiej prośby tylko dlatego, że ktoś czegoś chciał. Czasami odchodził. Czasami milczał. Czasem odpowiadał twardo.

    Biblijna miłość to: „chcę twojego dobra, ale nie będę wspierał twojej nieodpowiedzialności ani pozwalał się wykorzystywać”.

    Pismo Święte nie popiera pasożytnictwa. Pomoc ma ratować, podnosić, wspierać w potrzebie, nie utrwalać roszczeniowość, jak to przepięknie opisuje św. Paweł w drugim liście do Tesaloniczan :

    Kto nie chce pracować, niech też nie je! (…) niektórzy wśród was postępują wbrew porządkowi: wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi. Tym przeto nakazujemy i napominamy ich w Panu Jezusie Chrystusie, aby pracując ze spokojem, własny chleb jedli.

    2 Tes 3,10

    W przypisach do tego fragmentu w Biblii Jerozolimskiej czytamy:

    Podana tu reguła, odnosząca się tylko do uchylania się od pracy, pochodzi – być może – z wypowiedzi samego Jezusa, albo po prostu z ludowego przysłowia. Jest to „złota reguła pracy chrześcijańskiej.

    Biblia Jerozolimska, przypis do 2 Tes 3, 10

    Masz prawo ocenić według siebie, czy prośba jest zachcianką, nieodpowiedzialnością, wymuszeniem, i masz prawo powiedzieć: „Nie mogę tego sfinansować. Mam inne zobowiązania i odkładam pieniądze na bezpieczeństwo.”

    Oszczędzanie na trudny czas jest mądrością. Dawanie z serca jest miłością.

    Uleganie wymuszeniom nie jest ani mądrością, ani miłością.

  • J 14,21

    J 14,21

    Kto ma przykazania moje i je zachowuje, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie.

    Jak kochać kogoś, kto fizycznie nie jest obecny? Jezus był obecny fizycznie ponad 2000 lat temu. Wszyscy mówią o miłości do Jezusa, ale czy to jest miłość w stylu emocjonalnym, takim jak miłość do dopiero co poznanej przyszłej żony? Żonę można dotknąć, poczuć, ona odwzajemnia dotyk, zainteresowanie.

    Bez wiary w to, że Jezus nas kocha i odwzajemnia zainteresowanie naszą osobą, bez wiary w to, że jest wszechobecnym Bogiem nie ma połączenia w naszą stronę.

    Ale co z miłością w drugą stronę? Czyli skierowaną od nas do Boga? Jak ją zrozumieć? Obudzić w sobie?

    Jezus daje nam na to rozwiązanie – wiedział, że ludzie z „dzisiaj” będą mieli taki problem, że będzie im ciężko „pokochać” kogoś, kto jest obecny w innym wymiarze. Kto zostawił po sobie wiedzę i naukę, ale którego nie można dotknąć, którego odpowiedzi na nasze pytania mogą nie być od razu czytelne. Jak kogoś takiego poznać? A jeszcze trudniejsze zadanie – jak go pokochać?

    Jezus zdefiniował dokładnie miłość do niego – PRZESTRZEGANIE JEGO PRZYKAZAŃ, ZACHOWANIE JEGO PRZYKAZAŃ, TRZYMANIE SIĘ JEGO PRZYKAZAŃ – to będzie świadczyło o tym, że go miłujemy. I o to chodzi.

    Mało tego. Potrzeba jest taka, żeby zmienić swoje nastawienie i uwierzyć w to, że On jest nadal obecny w naszym życiu. Bo jest. Potrzeba jest tylko taka, że trzeba go do naszego życia zaprosić. Nie tylko w niedzielę, na mszy świętej, nie wtedy, kiedy „wreszcie” znajdziemy czas na krótką modlitwę. Nie. Ciągle. On jest ciągle obecny. Tylko szuka naszej prawdziwej natury. Nie ukrytej za maską „starań” stania się dobrym człowiekiem. Tej prawdziwej natury, która nas definiuje.

    Fajnie to opisuje poniższy filmik, polecam:

    Aktualizacja, 10.06.2026, godzina 13:38

    Normalnie to nie może być zbieg okoliczności. Nie może. Włączyłem na chwilę youtube. Jaki filmik wyskoczył? Ano taki:

    No po prostu pasuje jak ulał do dzisiejszego Słowa.

    „Jeśli będziesz dotrzymywał moim zasad, ja będę z Tobą, to znaczy, że mnie miłujesz. Będę z Tobą Synku.”

    Kurcze, po prostu to nie może być zbieg okoliczności. Nie ma czegoś takiego jak zbiegi okoliczności. Nie ma.

  • Ga 5, 19-21

    Ga 5, 19-21

    Jest zaś rzeczą wiadomą, jakie uczynki rodzą się z ciała: nierząd, nieczystość, wyuzdanie, bałwochwalstwo, czary, nienawiść, spory, zawiść, gniewy, pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy, zazdrość, pijaństwo, hulanki i tym podobne. Co do nich zapowiadam wam, jak to już zapowiedziałem: ci, którzy się takich rzeczy dopuszczają, królestwa Bożego nie odziedziczą.

    Uczynki rodzące się z ciała to te, które wychodzą z upadłej natury ludzkiej.

    Bałwochwalstwo, czary – są to dowody pragnienia nawiązania kontaktu ze światem duchowym za pomocą wymyślonych przez ludzi środków; rzekomo mają Boga za swój ostateczny cel, ale odrzucają objawiony sposób, w jaki należy Go czcić.

    Zazdrość pojawia się, gdy ludzie nie są zadowoleni z tego, co dał im Bóg, i zamiast tego tęsknią za tym, co dał innym.

    Pijaństwo i orgie to przykłady nadużywania przez ludzi dobrych darów Bożych w sposób destrukcyjny i grzeszny, buntując się przeciwko Bogu jako łaskawemu dawcy wszelkiego dobra. W Starym Testamencie wino kojarzono z radością i świętowaniem, ale nadużywane uważano za wysoce destrukcyjne, a pijaństwo jest konsekwentnie potępiane w Piśmie Świętym.

  • Ga 5, 22-23

    Ga 5, 22-23

    Owocem zaś Ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. Przeciw takim [cnotom] nie ma Prawa.

    Duch walczy z grzechem nie tylko w obronie, ale także w ataku, kształtując w chrześcijanach pozytywne cechy pobożnego charakteru, które są wyraźnie widoczne w Jezusie w Ewangeliach.

    Przypomnijmy sobie to: https://praisethelord.pl/2026/06/03/j-33/

    W dzisiejszym fragmencie na pierwszym miejscu mamy:

    Miłość (500) – to najlepsza, największa wartość. Odzwierciedla charakter Boga.

    Radość (540) – jest na drugim miejscu, ponieważ radując się z Bożego zbawienia, chrześcijanie pokazują, że ich uczucia są właściwie ukierunkowane na wolę Bożą i Jego zamysł.

    Pokój (600) – jest owocem pojednania grzeszników ze sobą przez Boga, tak że nie są już Jego wrogami, co powinno skutkować ufnością i swobodą w zbliżaniu się do Boga.

    Trzy poziomy prawdy, zbliżające nas do Oświecenia – poziomu na którym był Jezus Chrystus.

    Poza tym w liście do Galatów, autor mówi o cierpliwości, uprzejmości, dobroci, wierności, łagodności, opanowaniu. Zatrzymajmy się na chwilę przy nich.

    Cierpliwość – pokazuje, że chrześcijanie postępują zgodnie z planem i harmonogramem Boga, a nie swoim własnym, i że porzucili własne pomysły na to, jak powinien funkcjonować świat.

    Uprzejmość – oznacza okazywanie innym dobroci, hojności i współczucia, co jest również cechą Boga.

    Dobroć – oznacza pracę dla dobra innych, a nie dla siebie.

    Wierność – to kolejna cecha boska, oznacza ona konsekwentne robienie tego, co się mówi, że się zrobi.

    Łagodność – jest cechą, którą Jezus przypisuje sobie; pozwala ona ludziom znaleźć w Nim ukojenie, a także zachęcać i umacniać innych.

    Opanowanie – to dyscyplina udzielana przez Ducha Świętego, która pozwala chrześcijanom przeciwstawić się mocy ciała.

    Przeciwko takim [cnotom] nie ma prawa, dlatego też ci, którzy je głoszą, wypełniają prawo.

  • J 15, 5

    J 15, 5

    Ja jestem winoroślą, a wy jesteście latoroślami. Kto trwa we mnie, a ja w nim, ten wydaje obfity owoc, bo beze mnie nic nie możecie zrobić.

    Jezus jest duchowym źródłem. ŹRÓDŁEM.

    Jest siłą, mocą, źródłem prądu, źródłem energii życiowej, źródłem do życia.

    Kiedy nie jesteśmy podłączeni do źródła – mimo wszelkich starań, przekonania, że będąc w trybie zarządzania swoimi planami, jesteśmy w stanie coś wartościowego zrealizować – jesteśmy w olbrzymim błędzie.

    On jest źródłem. Wystarczy się do niego podłączyć i trwać w nim – a będziemy mogli wszystko.

    Już wcześniej wspominałem o ofiarowywaniu siebie Jemu. Oddaniu swoich trosk Jemu. On jest właśnie takim ŹRÓDŁEM, które doda nam energii. W prawie magiczny sposób będziemy w stanie pokonać trudności. Ale to nie będzie magia żadna. On po prostu zajmie się naszymi sprawami. Przez Niego damy radę.

    I to jest prawda. Ostatni tydzień w moim prywatnym i zawodowym życiu obfitował w kilka znaczących zmian i zawirowań. Ale powiem szczerze, że wierzę w to, że to sprawa Jezusa, że ułożyło się to jakoś naprawdę całkiem pozytywnie. Prosiłem go o pomoc. I pojawiły się dwa niespodziewane telefony, które całkowicie zmieniły perspektywę. Nie będę tu opisywał o co chodzi, bo nie o to chodzi. Ale to naprawdę działa. Ofiaruj problemy Jezusowi. On będzie wiedział co zrobić. Kropka.

    Rozmawiaj z nim. Codziennie, w każdej chwili, jaką masz. Pojawia się problem ze zrozumieniem czegoś w pracy, zagadaj do Niego, spytaj o pomoc w zrozumieniu. Naprawdę to działa. Nie umiem tego wyjaśnić. Czasami nie od razu, ale to działa.

    Parę dni temu męczyłem się z kodem źródłowym na jednym projekcie. No nie mogłem zrozumieć i wymyślić sposobu jak naprawić i zrealizować zadanie. Poprosiłem Go o pomoc. Nie od razu. Na drugi dzień, wstałem koło 5 nad ranem. I problem rozwiązałem w 3 godziny. Po prostu wiedziałem jak to zrobić. Rozwiązanie było podane jakby na tacy, ale w mojej głowie. Po prostu wiedziałem jak to zrobić. Różnica może 4 godzin przed niewiedzą i prośbą o pomoc. Sen. I potem o 5 nad ranem już wiedziałem.

    Czasami On podeślę kogoś, kto podrzuci pomysł, jak coś rozwiązać. Takie „zbiegi okoliczności” zdarzają mi się dosyć często. I naprawdę wierzę w to, że to Jezus mi pomaga. Możecie się śmiać czytając to, ale zbyt często miałem takie „zbiegi” okoliczności, żeby je ignorować.

    Dlatego przez miesiąc spróbuj „udawać” (jeśli w to jeszcze nie wierzysz), że on jest obecny przy tobie cały czas. W chwilach euforii – dziękuj mu za pomoc, w chwilach troski i kłopotów, spytaj o pomoc. Spróbuj „wyobrazić sobie”, że do Niego mówisz, a on słucha i jeśli odpowiada na prośbę, to mówi: „Zastanowię się, jak Ci pomóc, daj mi chwilkę”. A jak mu dziękujesz za pomoc, to wyobraź sobie, że chwyta cię za rękę i mówi: „Jestem Twoim bratem, to naturalne, że Ci pomagam. Jesteś mój. Mamy tego samego Tatę, to normalne, że sobie pomagamy. Ale nie ma sprawy.” I się uśmiecha życzliwie. Spróbuj tak przez miesiąc. Nie mów nikomu innemu o tym. Po prostu spróbuj w sobie w swoim wewnętrznym świecie coś takiego zainscenizować. Po miesiącu będziesz wiedział, czy to działa. W moim przypadku działa.

    Cztery dni temu na stronie youtube wyświetlił mi się filmik, który był inspiracją tego wpisu i tego słowa na dziś. Jest po angielsku, ale właśnie mówi o tym, że tylko jak jest się podłączonym do ŹRÓDŁA=JEZUSA jesteśmy w stanie zdziałać wszystko. Po odłączeniu będziemy próbowali zarządzać tym co zostało z energii, którą mieliśmy „na bieżąco”, będąc w Chrystusie.

    Polecam:

  • J 6, 37

    J 6, 37

    Wszystko, co mi daje Ojciec, przyjdzie do mnie, a tego, który przyjdzie do mnie, nie wyrzucę precz.

    We mnie najbardziej rezonuje druga część wypowiedzi Jezusa. „A tego, który przyjdzie do mnie, nie wyrzucę precz.”

    Kropka.

    Nic więcej.

    Jezus nie pyta, jak jesteś uświniony. Nie patrzy, czy przyjdziesz w stroju ninja, w dziurawych szatach, przyjedziesz wielkim G-Wagonem, czy właśnie utaplałeś się w kupie świni, bo lubisz.

    Nie pyta się.

    Po prostu stwierdza: „A TEGO, KTÓRY PRZYJDZIE DO MNIE, NIE WYRZUCĘ PRECZ.

    Każdego, kto przyjdzie do niego, Jezus przyjmie. Kropka.

    To jest chyba najbardziej niesamowite w tym wszystkim. ON WYBACZA, NAWET O TYM NIE MÓWIĄC. Wystarczy do niego przyjść. Kropka.

    On nie odrzuci Cię, nie przegoni, nie stwierdzi, że się nie nadajesz, że jesteś za mały, za nie-doskonały, za brzydki, za gruby, za chudy, za głupi, za tępy, za bardzo natrętny, za nieśmiały, za grzeszny…

    „A tego, który przyjdzie do mnie, nie wyrzucę precz.”

    Nic więcej.

    Wystarczy do Niego przyjść.

    Jest jeszcze lepiej. Jezus jest obecny cały czas. Wszędzie. Wystarczy po prostu siedzieć w pokoju i do niego się pomodlić. W ciszy serca. I go tam znajdziemy. I on już tam będzie. Z rozwartymi ramionami. On mówi: „Nie wyrzucę Cię precz”, człowieku. Jesteś mój. Chodź. Uspokój swoją głowę, sumienie. Ja jestem.

    Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybielą”

    Iz 1, 18

    Prorok Izajasz nam to obiecywał, przepełniony słowami pochodzącymi od Boga.

    Nie ważne jak bardzo zgrzeszyłeś. Przyjdź do Jezusa, a twoje szkarłatne grzechy pokrywającą twoją duszę wybielą się jak śnieg. On Cię oczyści. Przez samą obecność w nim.

    To tak jakby wybuchło słońce i wypaliło wszystko to, co jest niegodne słońca. I już.

    I nie chodzi tu o to, żeby zgrzeszyć, „udawać” że przyjdę do Niego, wyspowiadać się, jest ok, idę znowu grzeszyć, bo będę miał znowu odpuszczone, jak znowu przyjdę do Jezusa. No właśnie nie o to tu chodzi.

    Wydaje mi się, że kiedy człowiek naprawdę przyjdzie do Jezusa, naprawdę naprawdę i kiedy już pozna jego miłość i miłosierdzie i siłę wybawiania od grzechu, kiedy go pozna – już nie wróci na ścieżkę nieprawości. Tak mi się wydaje, że tak to jest.

    To co na zewnątrz – to są jakieś bzdury. Nieważne, ale przykuwające uwagę błyskotki. One mają tylko znaczenie tymczasowe. I tak naprawdę nie znaczą nic. Nic kompletnie nie znaczą.

    Niesamowite jest to, że Jezus za każdym razem Cię przyjmie. To jest w tym wszystkim właśnie niesamowite. Te zewnętrzne błyskotki odwróciły twoją uwagę. Ale się opanowałeś. Jezus Cię przyjmie z powrotem.

    Jeśli uwierzysz w to, tak naprawdę nie masz się czego bać. I chyba o to Jezusowi chodziło. Mówił: „Nie lękajcie się”. Jestem z wami, po prostu przyjdźcie do mnie i wszystko będzie dobrze. Kropka.

  • Mi 7, 8

    Mi 7, 8

    Choć upadłem, powstanę; choć siedzę w ciemnościach, Pan jest moją światłością.

    Nie ważne, że upadłem. Powstanę. Wiem, że powstanę. Bóg jest ze mną. Kiedy jestem w mroku grzechu – Pan Bóg oświetli moje życie.

    Upadek jest częścią nauki. Rzecz w tym, żeby się podnosić i stawiać czoło błędom. Jakiekolwiek by one nie były.

  • J 8, 31

    J 8, 31

    Jeśli pozostaniecie wierni mojej nauce, będziecie rzeczywiście moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda uczyni was wolnymi.

    Trzymanie się zasad, które Jezus nam przekazał doprowadzi nas do uwolnienia się z więzów tego świata.

    Życie zgodnie z zasadami Jezusa, to droga ku oświeceniu. Przejściu z poziomu fałszu do poziomów prawdy.

    Prawda Jezusa wyzwala człowieka od wewnętrznej niewoli: lęku, grzechu, fałszu, egoizmu, ciemności.

  • J 3,3

    J 3,3

    Żaden człowiek nie może zobaczyć królestwa Bożego, jeśli się nie narodzi na nowo.

    Dopiero, kiedy przejdziemy duchowe narodziny, będziemy w stanie dostrzec królestwo Boga.

    David R. Hawkins wyróżnił kilka poziomów świadomości. Podzielił je poziomy fałszu i poziomy prawdy i przyporządkował im stany umysłu.

    PoziomLogStan umysłu
    Oświecenie700-1000niedający się opisać
    Pokój600błogość, ekstaza
    Radość540pogoda ducha
    Miłość500pochwała istnienia
    Rozsądek400zrozumienie
    Akceptacja350wybaczenie
    Ochota310optymizm
    Neutralność250zaufanie
    Odwaga200aprobata
    Duma175pogarda
    Złość150nienawiść
    Pożądanie125pragnienie
    Strach100niepokój
    Żal75ubolewanie
    Apatia50rozpacz
    Wina30obwinianie
    Wstyd20upokorzenie

    Zaczynając od „Odwagi” w górę – to poziomy prawdy

    Zaczynając od „Dumy” włącznie w dół – to poziomy fałszu

    Moim zdaniem, każde przebudzenie się o poziom wyżej prowadzi nas do celu. Wydaje mi się, że właśnie to jest naszym celem na ziemi. To, żeby rodzić się ciągle na nowo na coraz to wyższym poziomie świadomości, pozostawiając za sobą poziomy fałszu.

    Szczerze mówiąc sam nie potrafię się określić, na jakim poziomie jestem. Chciałbym powiedzieć, że na poziomie „odwagi”, ale często wdzierają się do moich myśli cienie niższych poziomów.

    To chyba jest tak, jak kiedyś ujął to Jim Carrey, że kiedyś obudził się i był w stanie kompletnego pogodzenia się ze wszystkim. Czuł się jednym ze wszystkim. Czuł wdzięczność, radość, miłość.

    Ale ten stan zniknął po jakimś czasie, a on bardzo mocno chciałby tam powrócić.

    Chyba jak już ktoś był w tym stanie przez chociaż krótki czas – nie chce niczego innego. Wydaje mi się, że on mówił o stanie „Pokoju”.

    Niesamowite musi być takie uczucie.

    Jim mówi tu, że uczucie jest niesamowite. Ja mu wierzę. Być pogodzonym z wszystkim. Być wszystkim, we wszystkim, obok wszystkiego.