Kategoria: Słowa Pisma Świętego

  • J 15, 5

    J 15, 5

    Ja jestem winoroślą, a wy jesteście latoroślami. Kto trwa we mnie, a ja w nim, ten wydaje obfity owoc, bo beze mnie nic nie możecie zrobić.

    Jezus jest duchowym źródłem. ŹRÓDŁEM.

    Jest siłą, mocą, źródłem prądu, źródłem energii życiowej, źródłem do życia.

    Kiedy nie jesteśmy podłączeni do źródła – mimo wszelkich starań, przekonania, że będąc w trybie zarządzania swoimi planami, jesteśmy w stanie coś wartościowego zrealizować – jesteśmy w olbrzymim błędzie.

    On jest źródłem. Wystarczy się do niego podłączyć i trwać w nim – a będziemy mogli wszystko.

    Już wcześniej wspominałem o ofiarowywaniu siebie Jemu. Oddaniu swoich trosk Jemu. On jest właśnie takim ŹRÓDŁEM, które doda nam energii. W prawie magiczny sposób będziemy w stanie pokonać trudności. Ale to nie będzie magia żadna. On po prostu zajmie się naszymi sprawami. Przez Niego damy radę.

    I to jest prawda. Ostatni tydzień w moim prywatnym i zawodowym życiu obfitował w kilka znaczących zmian i zawirowań. Ale powiem szczerze, że wierzę w to, że to sprawa Jezusa, że ułożyło się to jakoś naprawdę całkiem pozytywnie. Prosiłem go o pomoc. I pojawiły się dwa niespodziewane telefony, które całkowicie zmieniły perspektywę. Nie będę tu opisywał o co chodzi, bo nie o to chodzi. Ale to naprawdę działa. Ofiaruj problemy Jezusowi. On będzie wiedział co zrobić. Kropka.

    Rozmawiaj z nim. Codziennie, w każdej chwili, jaką masz. Pojawia się problem ze zrozumieniem czegoś w pracy, zagadaj do Niego, spytaj o pomoc w zrozumieniu. Naprawdę to działa. Nie umiem tego wyjaśnić. Czasami nie od razu, ale to działa.

    Parę dni temu męczyłem się z kodem źródłowym na jednym projekcie. No nie mogłem zrozumieć i wymyślić sposobu jak naprawić i zrealizować zadanie. Poprosiłem Go o pomoc. Nie od razu. Na drugi dzień, wstałem koło 5 nad ranem. I problem rozwiązałem w 3 godziny. Po prostu wiedziałem jak to zrobić. Rozwiązanie było podane jakby na tacy, ale w mojej głowie. Po prostu wiedziałem jak to zrobić. Różnica może 4 godzin przed niewiedzą i prośbą o pomoc. Sen. I potem o 5 nad ranem już wiedziałem.

    Czasami On podeślę kogoś, kto podrzuci pomysł, jak coś rozwiązać. Takie „zbiegi okoliczności” zdarzają mi się dosyć często. I naprawdę wierzę w to, że to Jezus mi pomaga. Możecie się śmiać czytając to, ale zbyt często miałem takie „zbiegi” okoliczności, żeby je ignorować.

    Dlatego przez miesiąc spróbuj „udawać” (jeśli w to jeszcze nie wierzysz), że on jest obecny przy tobie cały czas. W chwilach euforii – dziękuj mu za pomoc, w chwilach troski i kłopotów, spytaj o pomoc. Spróbuj „wyobrazić sobie”, że do Niego mówisz, a on słucha i jeśli odpowiada na prośbę, to mówi: „Zastanowię się, jak Ci pomóc, daj mi chwilkę”. A jak mu dziękujesz za pomoc, to wyobraź sobie, że chwyta cię za rękę i mówi: „Jestem Twoim bratem, to naturalne, że Ci pomagam. Jesteś mój. Mamy tego samego Tatę, to normalne, że sobie pomagamy. Ale nie ma sprawy.” I się uśmiecha życzliwie. Spróbuj tak przez miesiąc. Nie mów nikomu innemu o tym. Po prostu spróbuj w sobie w swoim wewnętrznym świecie coś takiego zainscenizować. Po miesiącu będziesz wiedział, czy to działa. W moim przypadku działa.

    Cztery dni temu na stronie youtube wyświetlił mi się filmik, który był inspiracją tego wpisu i tego słowa na dziś. Jest po angielsku, ale właśnie mówi o tym, że tylko jak jest się podłączonym do ŹRÓDŁA=JEZUSA jesteśmy w stanie zdziałać wszystko. Po odłączeniu będziemy próbowali zarządzać tym co zostało z energii, którą mieliśmy „na bieżąco”, będąc w Chrystusie.

    Polecam:

  • J 6, 37

    J 6, 37

    Wszystko, co mi daje Ojciec, przyjdzie do mnie, a tego, który przyjdzie do mnie, nie wyrzucę precz.

    We mnie najbardziej rezonuje druga część wypowiedzi Jezusa. „A tego, który przyjdzie do mnie, nie wyrzucę precz.”

    Kropka.

    Nic więcej.

    Jezus nie pyta, jak jesteś uświniony. Nie patrzy, czy przyjdziesz w stroju ninja, w dziurawych szatach, przyjedziesz wielkim G-Wagonem, czy właśnie utaplałeś się w kupie świni, bo lubisz.

    Nie pyta się.

    Po prostu stwierdza: „A TEGO, KTÓRY PRZYJDZIE DO MNIE, NIE WYRZUCĘ PRECZ.

    Każdego, kto przyjdzie do niego, Jezus przyjmie. Kropka.

    To jest chyba najbardziej niesamowite w tym wszystkim. ON WYBACZA, NAWET O TYM NIE MÓWIĄC. Wystarczy do niego przyjść. Kropka.

    On nie odrzuci Cię, nie przegoni, nie stwierdzi, że się nie nadajesz, że jesteś za mały, za nie-doskonały, za brzydki, za gruby, za chudy, za głupi, za tępy, za bardzo natrętny, za nieśmiały, za grzeszny…

    „A tego, który przyjdzie do mnie, nie wyrzucę precz.”

    Nic więcej.

    Wystarczy do Niego przyjść.

    Jest jeszcze lepiej. Jezus jest obecny cały czas. Wszędzie. Wystarczy po prostu siedzieć w pokoju i do niego się pomodlić. W ciszy serca. I go tam znajdziemy. I on już tam będzie. Z rozwartymi ramionami. On mówi: „Nie wyrzucę Cię precz”, człowieku. Jesteś mój. Chodź. Uspokój swoją głowę, sumienie. Ja jestem.

    Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybielą”

    Iz 1, 18

    Prorok Izajasz nam to obiecywał, przepełniony słowami pochodzącymi od Boga.

    Nie ważne jak bardzo zgrzeszyłeś. Przyjdź do Jezusa, a twoje szkarłatne grzechy pokrywającą twoją duszę wybielą się jak śnieg. On Cię oczyści. Przez samą obecność w nim.

    To tak jakby wybuchło słońce i wypaliło wszystko to, co jest niegodne słońca. I już.

    I nie chodzi tu o to, żeby zgrzeszyć, „udawać” że przyjdę do Niego, wyspowiadać się, jest ok, idę znowu grzeszyć, bo będę miał znowu odpuszczone, jak znowu przyjdę do Jezusa. No właśnie nie o to tu chodzi.

    Wydaje mi się, że kiedy człowiek naprawdę przyjdzie do Jezusa, naprawdę naprawdę i kiedy już pozna jego miłość i miłosierdzie i siłę wybawiania od grzechu, kiedy go pozna – już nie wróci na ścieżkę nieprawości. Tak mi się wydaje, że tak to jest.

    To co na zewnątrz – to są jakieś bzdury. Nieważne, ale przykuwające uwagę błyskotki. One mają tylko znaczenie tymczasowe. I tak naprawdę nie znaczą nic. Nic kompletnie nie znaczą.

    Niesamowite jest to, że Jezus za każdym razem Cię przyjmie. To jest w tym wszystkim właśnie niesamowite. Te zewnętrzne błyskotki odwróciły twoją uwagę. Ale się opanowałeś. Jezus Cię przyjmie z powrotem.

    Jeśli uwierzysz w to, tak naprawdę nie masz się czego bać. I chyba o to Jezusowi chodziło. Mówił: „Nie lękajcie się”. Jestem z wami, po prostu przyjdźcie do mnie i wszystko będzie dobrze. Kropka.

  • Mi 7, 8

    Mi 7, 8

    Choć upadłem, powstanę; choć siedzę w ciemnościach, Pan jest moją światłością.

    Nie ważne, że upadłem. Powstanę. Wiem, że powstanę. Bóg jest ze mną. Kiedy jestem w mroku grzechu – Pan Bóg oświetli moje życie.

    Upadek jest częścią nauki. Rzecz w tym, żeby się podnosić i stawiać czoło błędom. Jakiekolwiek by one nie były.

  • J 8, 31

    J 8, 31

    Jeśli pozostaniecie wierni mojej nauce, będziecie rzeczywiście moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda uczyni was wolnymi.

    Trzymanie się zasad, które Jezus nam przekazał doprowadzi nas do uwolnienia się z więzów tego świata.

    Życie zgodnie z zasadami Jezusa, to droga ku oświeceniu. Przejściu z poziomu fałszu do poziomów prawdy.

    Prawda Jezusa wyzwala człowieka od wewnętrznej niewoli: lęku, grzechu, fałszu, egoizmu, ciemności.

  • J 3,3

    J 3,3

    Żaden człowiek nie może zobaczyć królestwa Bożego, jeśli się nie narodzi na nowo.

    Dopiero, kiedy przejdziemy duchowe narodziny, będziemy w stanie dostrzec królestwo Boga.

    David R. Hawkins wyróżnił kilka poziomów świadomości. Podzielił je poziomy fałszu i poziomy prawdy i przyporządkował im stany umysłu.

    PoziomLogStan umysłu
    Oświecenie700-1000niedający się opisać
    Pokój600błogość, ekstaza
    Radość540pogoda ducha
    Miłość500pochwała istnienia
    Rozsądek400zrozumienie
    Akceptacja350wybaczenie
    Ochota310optymizm
    Neutralność250zaufanie
    Odwaga200aprobata
    Duma175pogarda
    Złość150nienawiść
    Pożądanie125pragnienie
    Strach100niepokój
    Żal75ubolewanie
    Apatia50rozpacz
    Wina30obwinianie
    Wstyd20upokorzenie

    Zaczynając od „Odwagi” w górę – to poziomy prawdy

    Zaczynając od „Dumy” włącznie w dół – to poziomy fałszu

    Moim zdaniem, każde przebudzenie się o poziom wyżej prowadzi nas do celu. Wydaje mi się, że właśnie to jest naszym celem na ziemi. To, żeby rodzić się ciągle na nowo na coraz to wyższym poziomie świadomości, pozostawiając za sobą poziomy fałszu.

    Szczerze mówiąc sam nie potrafię się określić, na jakim poziomie jestem. Chciałbym powiedzieć, że na poziomie „odwagi”, ale często wdzierają się do moich myśli cienie niższych poziomów.

    To chyba jest tak, jak kiedyś ujął to Jim Carrey, że kiedyś obudził się i był w stanie kompletnego pogodzenia się ze wszystkim. Czuł się jednym ze wszystkim. Czuł wdzięczność, radość, miłość.

    Ale ten stan zniknął po jakimś czasie, a on bardzo mocno chciałby tam powrócić.

    Chyba jak już ktoś był w tym stanie przez chociaż krótki czas – nie chce niczego innego. Wydaje mi się, że on mówił o stanie „Pokoju”.

    Niesamowite musi być takie uczucie.

    Jim mówi tu, że uczucie jest niesamowite. Ja mu wierzę. Być pogodzonym z wszystkim. Być wszystkim, we wszystkim, obok wszystkiego.

Chwała Panu
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.