Prz 21,20

Cenny skarb i oliwa w mieszkaniu prawego, lecz niemądry człowiek je marnotrawi.

Dzisiaj będzie o oszczędzaniu i folgowaniu sobie i innym.

Są okresy w życiu, kiedy sprzyja nam fortuna. Kiedy Bóg widzi, że potrzebujemy pomocy finansowej. Jakikolwiek jest powód tego, że w życiu finansowo mamy zabezpieczenie – trzeba zarządzać tym mądrze i z rozwagą. Fragment tego przysłowia wyraźnie mówi – że trzeba gromadzić oliwę i skarb, jeśli jest się mądrym. Nie ma co tego marnotrawić. Powód jest taki – dobrobyt często przemija, jest chwilowy i trzeba się zabezpieczyć na czas, kiedy przestanie być pięknie i „szczęśliwie”, kiedy życie przestanie nas rozpieszczać.

Bardzo wymowny jest moim zdaniem również inny przykład z Księgi Przysłów, który mówi o tym samym, by zbierać w żniwa, by potem zimą nie mieć problemów:

Do mrówki się udaj, leniwcze,

patrz na jej drogi, bądź mądry,

Nie znajdziesz u niej zwierzchnika

ni stróża żadnego, ni pana –

a w lecie gromadzi swą żywność

i zbiera swój pokarm we żniwa.

Prz 6, 6-8

Nie jest sztuką zarobić pieniądze i je przepuścić. Problem pojawia się, gdy zimą zaczyna nam brakować pieniędzy. Trzeba o tym myśleć, żeby nie skończyć gdzieś, gdzie nie chcemy skończyć.

Lato u człowieka to okres, kiedy jest produktywny i może pracować w pełni sił. Dla jednych to okres od 20 – 50 lat, dla innych dłużej, dla jeszcze innych krócej. Chodzi o to, żeby w tym czasie zebrać dla siebie jakieś zabezpieczenie, żeby zimą nie cierpieć mrozu, głodu i innych problemów, które pojawią się, gdy skończy się umowa o pracę, gdy skończy się czas żniw i trzeba będzie żyć z tego, co się zebrało.

Tak to wygląda w naturze, nie ma na to rady, tak to wygląda.

Bóg ostrzega nas przed nadmierną pożądliwością pieniędzy i tutaj nie chodzi o nadmierną pożądliwość pieniędzy. Tu chodzi o mądre przewidzenie tego, co może się zdażyć i zabezpieczenie się na taki wypadek. Czasami jest to w konflikcie z „potrzebami na teraz”. Ale tak naprawdę, tak szczerze, czy my potrzebujemy wiele?

Bóg kocha hojność. Ale nie każe być też bankomatem dla cudzych zachcianek, święty Paweł pisze:

Każdy niech przeto postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg.

2 Kor 9, 7

Jeśli czujesz, że ktoś manipuluje Tobą, wzbudza poczucie winy, naciska, obraża się, szantażuje emocjonalnie, żeby dostać coś od Ciebie – to NIE JEST ZDROWE CHRZEŚCIJAŃSKIE dawanie. To manipulacja twoją dobrocią, wykorzystywanie tego, że chcesz być dobry. Możesz wtedy dać, ale Ty nie jesteś wtedy nie-w-porządku, kiedy czująsz się źle oddając pieniądze komuś, wiedząc, że np. te pieniądze powinny iść na inny cel, ale nie-w-porządku jest ten, który wykorzystuje Cię emocjonalnie.

Pomaganie rodzinie nie oznacza bycia wykorzystywanym, o czym czytamy o trosce o bliskich:

Jeśli zoś ktoś nie dba o swoich, a zwłaszcza o domowników, ten wyparł się wiary i gorszy jest od niewierzącego.

1 Tm 5, 8

Tu mowa jest o realnej trosce i potrzebach, nie o sponsorowaniu zachcianek, luksusów czy cudzej nieodpowiedzialności. Dbanie o swoich to troska o ich ogrzanie w zimę, o zapewnienie chleba na stole, o zapewnienie tego, żeby opłacony był prąd, woda, żeby każdy mógł korzystać z tych dóbr w ramach potrzeb. To nie zakup nowego komputera do grania, bo sąsiada syn dostał maszynę do grania w gry komputerowe. Takie rzeczy są drugorzędne, niepotrzebne do życia. Rolą rodziców jest odróżnienie i często nawet zdyscyplinowanie samych siebie przed chęcią kupna pierdółek dzieciom, a stawianie spraw ważniejszych na pierwszym miejscu. Owszem, czasami, kiedy czujemy w sercu, że chcemy sprawić radość dzieciakowi, kupując mu coś, ale nie z przymusu, ale po prostu z serca, wiemy, że nie nadszarpnie to naszego zabezpieczenia – jak najbardziej można to zrobić. Ale trzeba najzwyczajniej spytać się Jego, czy to, co czujemy w sercu to pycha, próżność, hojność, czy głupota.

Trzeba nauczyć się wewnętrznie rozpoznawać te stany emocjonalne. To bardzo trudne wbrew pozorom, bo za maską hojności może kryć się próżność i zarozumialstwo.

Jezus uczy miłości, ale miłość nie jest naiwnością. Sam Jezus nie spełniał każdej ludzkiej prośby tylko dlatego, że ktoś czegoś chciał. Czasami odchodził. Czasami milczał. Czasem odpowiadał twardo.

Biblijna miłość to: „chcę twojego dobra, ale nie będę wspierał twojej nieodpowiedzialności ani pozwalał się wykorzystywać”.

Pismo Święte nie popiera pasożytnictwa. Pomoc ma ratować, podnosić, wspierać w potrzebie, nie utrwalać roszczeniowość, jak to przepięknie opisuje św. Paweł w drugim liście do Tesaloniczan :

Kto nie chce pracować, niech też nie je! (…) niektórzy wśród was postępują wbrew porządkowi: wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi. Tym przeto nakazujemy i napominamy ich w Panu Jezusie Chrystusie, aby pracując ze spokojem, własny chleb jedli.

2 Tes 3,10

W przypisach do tego fragmentu w Biblii Jerozolimskiej czytamy:

Podana tu reguła, odnosząca się tylko do uchylania się od pracy, pochodzi – być może – z wypowiedzi samego Jezusa, albo po prostu z ludowego przysłowia. Jest to „złota reguła pracy chrześcijańskiej.

Biblia Jerozolimska, przypis do 2 Tes 3, 10

Masz prawo ocenić według siebie, czy prośba jest zachcianką, nieodpowiedzialnością, wymuszeniem, i masz prawo powiedzieć: „Nie mogę tego sfinansować. Mam inne zobowiązania i odkładam pieniądze na bezpieczeństwo.”

Oszczędzanie na trudny czas jest mądrością. Dawanie z serca jest miłością.

Uleganie wymuszeniom nie jest ani mądrością, ani miłością.