Szczęśliwy, kto boi się Pana i kto chodzi Jego drogami. Bo z pracy rąk swoich na pewno będziesz pożywał, będziesz szczęśliwy i dobrze będzie ci się wiodło.
Strach w stosunku do Pana można rozumieć różnojako. Wydaje mi się, że tu nie chodziło o to, żeby ciągle bać się, być jak pies z podkulonym ogonem. Chodzi bardziej o świadomość, że Bóg jest większy ode mnie. Nie jestem w stanie wszystkiego kontrolować, mało tego, niczego nie kontroluję, dlatego oddaję wszystko Bogu, każdy moment, każdą chwilę.
Tu chodzi o to, żeby traktować Boga poważnie. Nie jako zagrożenie, ale jako Źródło życia, mądrości, porządku.
Nie chodzi tu o odhaczanie kolejnych wizyt w Niedzielę w kościele. Tu chodzi o życie z nim tak, jakby On był koło nas. Bo On jest koło nas, w nas, On stoi obok Ciebie, patrzy co robisz, nie osądza, nie gardzi Tobą, zachęca Cię do tego, żebyś żył zgodnie z tym, co mówił i mówi nadal. To taki rodzaj szacunku, który mówi: „Panie, nie chcę iść drogą, która oddali mnie od Ciebie, bo wiem, że bez Ciebie gubię siebie”.
